Rejestracja Logowanie

Rozpędzona sportowa Polska wyhamowana przez epidemię 21.04.2020 01:48

Jeszcze kilka tygodni temu każdy kibic mógł swobodnie decydować jaką dyscyplinę sportu chciałby obejrzeć. Co więcej pełna dowolność była także w kwestii, czy fizycznie ma udać się na stadion lub halę sportową, czy też zmagania sportowe obejrzeć na ekranach telewizora. Nagle, w ciągu tygodnia wszystko się zmieniło.

Zmagania w kilku dyscyplinach w naszym kraju weszły w decydującą fazę. Hokeiści doszli do etapu półfinałów i publiczność w Jastrzębiu, Tychach, Katowicach oraz Oświęcimiu szykowała się na zacięte pojedynki o medale. Wtedy do gry wszedł koronawirus i zmusił PZHL do zakończenia rozgrywek oraz przyznania tytułów przy zielonym stoliku. Czy było to sprawiedliwe? Zdania są podzielone, ale nikt specjalnie nie protestował, bo wszyscy zdawali sobie sprawę, że najważniejsze jest zdrowie i życie zawodników i kibiców.

W piłce nożnej fani oczekiwali na ciekawe starcie rozpędzonego Lecha Poznań z silną Legią Warszawa. Miało się po nim w zasadzie wyjaśnić, czy ktoś jeszcze będzie w stanie zagrodzić drogę Wojskowym w drodze do upragnionego tytułu. Z drugiej strony kibice Piasta, Cracovii czy kilku innych drużyn liczyli na piorunującą końcówkę rundy zasadniczej swoich ulubieńców. Nie mniej zacięta walka miała toczyć się o utrzymanie. Niby tabela wskazywała na trzy zespoły najbliższe pierwszej ligi, ale dopóki piłka jest w grze, to przecież wszystko jest możliwe.

Podobnie było w niższych ligach. Kilka ekip było blisko wymarzonego awansu, kilka radziło sobie na tyle dobrze, że widmo spadku przestało zaglądać im w oczy. Innymi słowy futbolowy sezon nabierał dopiero rumieńców, pozostało wiele znaków zapytania i większość drużyn dopiero wchodził w decydującą fazę rozgrywek. Emocje ostygły szybko, bo w ciągu zaledwie kilku dni. Teraz wszystkich najbardziej elektryzują kolejne daty, po których piłkarze mają wrócić na boiska.

Na ostatniej prostej zatrzymano także skoki narciarskie, szczypiornistów, siatkarzy oraz koszykarzy. Kibice Speedwaya, czyli popularnego żużla, odliczali dni do wyjazdu pierwszych zawodników na owale. Odwołano tak wielkie imprezy jak Olimpiada i Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Wszystko skończyło się, zanim się zaczęło. Wysiłek tysięcy osób przygotowujących zawody poszedł na marne. Pot wylewany na treningach i salach ćwiczeń nie przyniesie w tym roku medalowych efektów.

W tym wszystkim także pokrzywdzeni są kibice i to wszelkiego rodzaju. Ci, którzy zmagania sportowców oglądali na antenie TVP lub Canal Plus. Ci, którzy co tydzień ubierali na szyje szalik i zdzierali swoje gardła dopingując ukochana drużynę. Zatrzymali się także tacy fani, którzy swoją znajomość sportu starali się przekuć na gotówkę. Każdego dnia logowali się na strony bukmacherów, starając się zmaksymalizować zyski, szczególnie często sięgając po kod promocyjny sts. Wybór sportowej oferty skurczył się nagle do spotkań ligi białoruskiej i pojedynczych pojedynków gdzieś na krańcu świata.

Nagle opcje kibiców spadły do zera. Sobotnie popołudnie to nie dylemat, czy ruszyć na stadion do Gliwic, czy może obejrzeć walkę w pierwszej lidze tyskiego GKS. A może usiąść przed telewizorem i wygodnie zagłębić się w szybkie spotkanie ligi angielskiej? Skończyły się rodzinne kłótnie czy po obiedzie oglądnąć Familiadę, czy raczej pojedynek Lechii Gdańsk ze Śląskiem Wrocław. A może pod wieczór posłuchać ryku silników na gdańskim owalu? To co było dniem codziennym, zostało zabrane i nie wiadomo kiedy powróci. Rozpędzona sportowa Polska wyhamowana przez epidemię